środa, 22 kwietnia 2020

Teotihuacan solo

Na pierwszy rzut oka Toetihuacan wydaje się przytłaczać - ogromna plansza, mnóstwo ikonek, masa komponentów. Szybko okazuje się, że nie jest tak strasznie. W grze mamy trzy podstawowe rodzaje surowców, trzy miejsca gdzie możemy je pozyskiwać i trzy gdzie możemy je wydawać, punktacja jest bardzo jasna i czytelna, dochodzi do tego co prawda trochę specjalnych zasad ruchu, awansu, technologii, rytuałów, ale nie gmatwają one zbytnio rozgrywki, po prostu trzeba o nich pamiętać.

Grając solo mamy przeciwnika, który nie tylko zajmuje część pól na planszy, ale też porusza się, wykonuje akcje, zbiera materiały, a nawet uczestniczy w budowie piramidy. Jego obsługa jest bardziej skomplikowana niż sama gra, ale po paru turach łapie się schemat i idzie nawet szybko. Trzeba przyznać, że nie jest on łatwym przeciwnikiem.

wtorek, 21 kwietnia 2020

Mage Knight solo

Mage Knight to cesarz gier solo. Gra jest bogata, złożona i zajmująca. Oferuje mnóstwo możliwości kombinowania, co ma swoje minusy - jest czasochłonna. Granie w kilka osób potrafi boleć. Na szczęście solo nikt nas nie pogania, można spokojnie zastanowić się nad każdym ruchem i optymalizować swoje posunięcia. Przeżycia i satysfakcja - rewelacyjne.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Viticulture - solo

Viticulture w trybie solo blokuje losowe pola na planszy, a celem jest zdobycie określonej liczby punktów w ciągu 7 lat. Gra jest prosta (choć nie prostacka), całkiem przyjemna i gra się sympatycznie, choć solo odpada część jakże miłego kombinowania ("jak tu podebrać komuś pole") oraz interaktywnych pomocników ("a teraz każdy z graczy może zasadzić winorośl").

niedziela, 19 kwietnia 2020

51. stan - solo

51. stan jest niemal pasjansem, gdzie każdy układa swoje własne imperium, a interakcji nie ma za wiele, toteż tryb solo nie powinien się zbytnio różnić od normalnej gry i faktycznie nie różni. Wirtualny przeciwnik, poza mieleniem kart i atakowaniem nas co rundę, niewiele robi. A że gra jest całkiem sympatyczną łamigłówką, kombinuje się bardzo przyjemnie. Do tego jest prosta w obsłudze, do rozpoczęcia gry nie wymagając niczego poza przetasowaniem kart. Werdykt: bardzo fajne!

sobota, 18 kwietnia 2020

Granie solo - Podwodne miasta

Tryb solo w Podwodnych miastach udaje obecność drugiego gracza okupując niektóre z pól akcji. Robi to w sposób schematyczny, pozwalając przewidzieć co będzie dostępne i zaplanować swoje ruchy. Stawiane przez grę wyzwanie to co najmniej 7 kopuł i 100 punktów zwycięstwa na koniec. Nie udało mi się, ale gra nie jest łatwa. Mamy tu typową dla eurasów "zbyt krótką kołderkę", a w tej grze wydaje się ona szczególnie krótka. Nie wybacza błędów, nie daje zbyt wielkiej swobody, wszystko trzeba przeliczyć, przekalkulować, a pod koniec i tak nie patrzymy z dumą na rozrośnięte imperium, tylko płaczemy że gdyby nie parę brakujących zasobów (lub akcji, a przeważnie i jednego, i drugiego), to może nawet coś by z tego było, a tak to szkoda gadać.

piątek, 17 kwietnia 2020

Granie solo - Spirit Island

Jako że tymczasowo spotkania planszówkowe uległy zawieszeniu (choć i tak rzadko przekraczaliśmy zalecane przez ministra zdrowia 5 osób w miejscu kultu religijnego, wybaczcie tak lekkie potraktowanie gier jako kultu, ale tym właśnie zawsze dla mnie były; może jak zmierzymy metraż i przeliczymy na osoby to się okaże że żadnych innych obostrzeń też nie łamaliśmy), skoro więc już uległy, jak mówiłem, zawieszeniu, postanowiłem pobawić się w testowanie planszówek solo. Niektóre mają dedykowane tryby solo, inne fanowskie warianty, a w jeszcze inne mogę spróbować pojechać na dwie ręce, nawet jeśli wszystko wskazuje że nie powinienem, bo któż mi tego zabroni? W niektóre już oczywiście zdarzało mi się grać solo, ale nie będę się tu bawił we wspomnienia, traktuję to raczej jako bieżące wyzwanie - zagrać w każdą którą mam i zobaczyć co z tego wyjdzie. Tu trafią krótkie notatki, bo przecież nie będzie mi się chciało bawić w recenzje (dotąd się nie chciało).

Nie pierwszy ogień leci Spirit Island. Gra świetna i tak dalej, a jako że to coop, jest naturalnie dostosowana do solo, ma działający tryb, zresztą właśnie od tego zaczynałem. Jak się gra solo? Super. Choć prościej niż w multi. Domyślny wariant solo to jeden duch, jeden fragment wyspy - mamy zatem znacznie mniej do ogarnięcia, odpada interakcja, gra się dużo szybciej. Fajne do testowania innych scenariuszy, poziomów trudności, adwersarzy. Ale chętnie spróbuję jeszcze wariantu na dwa duchy (na cztery raczej się nie poważę, poza tym nie wiem czy pomieściłbym ich na stole). Tak czy inaczej to jedna z przyjemniejszych gier do grania solo. Werdykt: excellent!

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Postanowienie noworoczne 2020 - wykreślanki

No i chyba ostatni już wpis - wykreślanki. W sumie mógłbym ich nawet nie wymieniać. To lekkie, króciutkie gry, na które zawsze znajdzie się czas. Nie mam żadnego planu rozgrywania ich regularnie czy wyznaczania jakichkolwiek limitów. Nawet kilka minut wystarcza aby wyciągnąć kostki, ołówek i pozakreślać trochę pól na kolejnej stronie notatnika.

Ganz schön clever (u nas od niedawna dostępne jako "Rzuć na tacę") to modelowy przykład gry typu roll-and-write: rzucamy garścią kości, wybieramy kolor, notujemy wynik, z czasem odpalają się nam comba czy bonusy. Przyjemna.
Die Burgen von Burgund: Das Würfelspiel, czyli kościana wersja Zamków z Burgundii. Ciekawostką jest w niej to, że rzuca się raz dla dla wszystkich, zaś każdy z grających decyduje w jaki sposób wykorzystać wyrzucony wynik.
Welcome To... czyli "Miasteczko marzeń". Tutaj rzuty zostały zastąpione wykładanymi kartami.
To był te lepsze gry, wymienię jeszcze te słabe. Kościana wersja "Osadników z Catanu" jest jeszcze nudniejsza niż jej planszowa odpowiedniczka. Niemal nie ma tu mowy o jakimkolwiek decydowaniu - rzucamy aż wypadnie pasująca nam kombinacja. 
Władca Pierścieni. Też po prostu rzucamy, trzymając kciuki aby kombinacja pozwoliła nam przemieścić się w drodze do Mordoru.
Patchwork Doodle. Wykreślana wersja Patchworka. W sumie nie jest taka zła, choć nie wydaje się zbyt urozmaicona, efekt gry przeważnie jest bardzo zbliżony. A rozgrywka? Wybieramy karty pokazujące jaki kształ możemy u siebie zakreślić.
Wykreślanki to stosunkowo nowa moda, ale po sprawdzeniu kilku tytułów, czuję już nimi lekki przesyt, raczej nie palę się do kupowania kolejnych, ale parę z tych jakie mam, pewnie jeszcze od czasu do czasu wrócą na stół.