Gra skończona, Agandaur pokonany. A właściwie, gdybyśmy chcieli zachować kolej rzeczy, to: pajęczyca została pokonana, Radagast uwolniony, Urgost ugłaskany, atak na Nordinbad odparty, Carn Dum spenetrowany i wreszcie Agandaur starty na proch. Z Urgostem jakoś się dogadaliśmy, choć opcje dialogowe pozwalały skierować rozmowę na bardziej agresywną ścieżkę. Ciekawe, czy dałoby się z nim walczyć (a co za tym idzie: nie oddać mu Carn Dum), czy po prostu zły kierunek oznaczał śmierć.
W sumie gra nie jest taka zła, jak pisałem poprzednio. Ostatnie rozdziały robiło się całkiem przyjemnie. Może to kwestia przerwy. Widać lepiej grać w nią z doskoku - robiąc sobie urlop między rozdziałami, nim się zacznie odczuwać monotonię robienia w kółko i w kółko tego samego. A może to po prostu ostatnie rozdziały są lepsze od środkowych. W końcówce zyskuje tez system walki, gdy rozwinie się solidniej aktywne umiejętności. Fabularnie jest nawet nieźle, bo historia coś tam zahacza o wydarzenia z książek, można pogadać z Elrondem, etc. Cóż z tego, skoro jej dolegliwości zabijają przyjemność z grania. Solo pewnie bym jej nie kończył, no ale coop uratował sprawę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Lord of the Rings: War in the North. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Lord of the Rings: War in the North. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 15 marca 2012
środa, 7 marca 2012
The Lord of the Rings: War in the North
Kampania coopowa pociągnięta nieco do przodu. Tłuczemy jakieś pająki w Mrocznej Puszczy i szukamy Radagasta. Okolice 17 levelu.
piątek, 10 lutego 2012
The Lord of the Rings: War in the North
Graliśmy cośtam, pokonaliśmy kogośtam, dotarliśmy gdzieśtam. Nawet nie umiem sobie przypomnieć. To chyba znak, jak mało wciągnęła mnie ta gra. Czy to ona jest tak słaba, czy ja się stałem ostatnio taki wybredny? W te stare coopowe hack'n'slashe bardziej się wkręcałem.
Może to przez te marudne sekwencje dialogowe? Nie służą one graniu w coopie, bo spowalniają akcję i angażują tylko jednego gracza. A może przez to, że gra za bardzo stara się być sieką, z tymi swoimi combosami, finisherami i rozczłonkowaniami? Ale dość słabą sieką, jeśli spojrzeć na złożoność - Untold Legends bardziej się starał i oferował bogatszy, dający większą frajdę zestaw ciosów. A może to przez brak poczucia rozwoju postaci? System awansów jest mało satysfakcjonujący, w mocach nie czuć powera, ekwipunek nie rzuca na kolana. A może chodzi o monotonię? Tak, wiem, w wielu grach w kółko robimy to samo, ale tutaj naprawdę to robimy! Z tymi samymi wrogami. Ciągle tylko gobliny, orki, trolle, kompletnie nie czuć różnorodności. Tylko miejscówki się zmieniają, ale to bez znaczenia, bo jaka by ona nie była, zawsze jest to rynna z innymi dekoracjami.
Teraz sobie przypominam. Jak przez mgłę. Widzę zaśnieżoną okolicę. W górach. Widzę grupę biegnących urk-hai. Widzę trolle. Widzę twierdzę krasnoludów opanowaną przez orki. Widzę trąby jerychońskie, które uruchomiona zawalą jaskinię wraz z nami w środku. Widzę też ostrzał z balisty. Potem miasto krasnoludów. I Mroczną Puszczę. Nie widzę pająków.
Mocno się zastanawiam, czy przy następnym spotkaniu nie wrócić do Residenta.
Może to przez te marudne sekwencje dialogowe? Nie służą one graniu w coopie, bo spowalniają akcję i angażują tylko jednego gracza. A może przez to, że gra za bardzo stara się być sieką, z tymi swoimi combosami, finisherami i rozczłonkowaniami? Ale dość słabą sieką, jeśli spojrzeć na złożoność - Untold Legends bardziej się starał i oferował bogatszy, dający większą frajdę zestaw ciosów. A może to przez brak poczucia rozwoju postaci? System awansów jest mało satysfakcjonujący, w mocach nie czuć powera, ekwipunek nie rzuca na kolana. A może chodzi o monotonię? Tak, wiem, w wielu grach w kółko robimy to samo, ale tutaj naprawdę to robimy! Z tymi samymi wrogami. Ciągle tylko gobliny, orki, trolle, kompletnie nie czuć różnorodności. Tylko miejscówki się zmieniają, ale to bez znaczenia, bo jaka by ona nie była, zawsze jest to rynna z innymi dekoracjami.
Teraz sobie przypominam. Jak przez mgłę. Widzę zaśnieżoną okolicę. W górach. Widzę grupę biegnących urk-hai. Widzę trolle. Widzę twierdzę krasnoludów opanowaną przez orki. Widzę trąby jerychońskie, które uruchomiona zawalą jaskinię wraz z nami w środku. Widzę też ostrzał z balisty. Potem miasto krasnoludów. I Mroczną Puszczę. Nie widzę pająków.
Mocno się zastanawiam, czy przy następnym spotkaniu nie wrócić do Residenta.
piątek, 3 lutego 2012
The Lord of the Rings: War in the North
Dzisiejsza sesja zaczęła się i skończyła w Rivendell - przemierzyliśmy wrzosowiska, skopaliśmy zadki paru trollom, bardzo wielu orkom oraz jednemu paskudnemu olbrzymowi (nie bez pomocy wielkich orłów). Potem wróciliśmy do Domu Elronda (jest to czas, gdy Drużyna zdążyła już go opuścić) i zbieramy się do kolejnej wycieczki.
Granie elfką nie jest takie złe, w zwarciach raczej sobie nie radzi, ale jako wsparcie dalekiego zasięgu, jest całkiem ok. Z ciekawostek - krasnolud znalazł magiczny miecz o wspaniałych właściwościach, a jedną z nich było generowanie wokół siebie elektryzującego wianuszka iskier. Powodowało to spadek framerate do jakichś 5 klatek na sekundę, przy których nie dało się grać. Musieliśmy go porzucić, ku wielkiemu żalowi krasnala. Taki bug.
Granie elfką nie jest takie złe, w zwarciach raczej sobie nie radzi, ale jako wsparcie dalekiego zasięgu, jest całkiem ok. Z ciekawostek - krasnolud znalazł magiczny miecz o wspaniałych właściwościach, a jedną z nich było generowanie wokół siebie elektryzującego wianuszka iskier. Powodowało to spadek framerate do jakichś 5 klatek na sekundę, przy których nie dało się grać. Musieliśmy go porzucić, ku wielkiemu żalowi krasnala. Taki bug.
piątek, 20 stycznia 2012
The Lord of the Rings: War in the North
Ciąg dalszy kampanii w trybie kooperacji. Sprzątnęliśmy Kurhany i dotarliśmy do Rivendell. Pewną atrakcją jest możliwość porozmawiania z bohaterami Trylogii (głównie po to, by zebrać szereg niepotrzebnych misji pobocznych). Na tym przerwaliśmy.
Za nami zostaje sporo niewykonanych zadań. W podsumowaniu rozdziału zawsze brakuje nam kilku secretów, chyba nie zrobiliśmy wszystkich opcjonalnych questów, została też jakaś miejscówka z wyzwaniami. Secrety to chyba kwestia postaci - krasnolud dostrzega słabszą strukturę niektórych ścian i może je zburzyć, elfka rozpoznaje iluzję, zapewne strażnik też ma swoją właściwość, ale jakoś nie jest skłonny się nią z nami dzielić. No trudno.
Za nami zostaje sporo niewykonanych zadań. W podsumowaniu rozdziału zawsze brakuje nam kilku secretów, chyba nie zrobiliśmy wszystkich opcjonalnych questów, została też jakaś miejscówka z wyzwaniami. Secrety to chyba kwestia postaci - krasnolud dostrzega słabszą strukturę niektórych ścian i może je zburzyć, elfka rozpoznaje iluzję, zapewne strażnik też ma swoją właściwość, ale jakoś nie jest skłonny się nią z nami dzielić. No trudno.
poniedziałek, 9 stycznia 2012
The Lord of the Rings: War in the North
Kolejna koopowa sesja Wojny na Północy. Aktualnie rozrabiamy w okolicy Kurhanów.
Cóż mogę powiedzieć o tej grze - ot, kolejny hack'n'slash. Nie to, żeby było jakieś wielkie zatrzęsienie takich gier. A ta stara się wykazać dynamiczną walką - mechanika wygląda na nieco wzorującą się na slasherach. Postać wywija hołubce gdy mashujemy przycisk, a do tego dochodzą efektowne finishery. Tylko bardzo to wszystko powtarzalne. No i nie może zachwycać, jeśli grało się już w Soulsy, które pod względem mechaniki walki są niezrównane.
Cóż mogę powiedzieć o tej grze - ot, kolejny hack'n'slash. Nie to, żeby było jakieś wielkie zatrzęsienie takich gier. A ta stara się wykazać dynamiczną walką - mechanika wygląda na nieco wzorującą się na slasherach. Postać wywija hołubce gdy mashujemy przycisk, a do tego dochodzą efektowne finishery. Tylko bardzo to wszystko powtarzalne. No i nie może zachwycać, jeśli grało się już w Soulsy, które pod względem mechaniki walki są niezrównane.
poniedziałek, 2 stycznia 2012
The Lord of the Rings: War in the North
Kolejna gra w koopie. Kolejny hack'n'slash. Kolejna gra ze zbyt długim tytułem.
Podczas gdy Frodo ze swą kompanią wyprawiał się na południe - do Mordoru - w kwestii pewnego pierścionka, na północy też nie próżnowano. Gra skupia się na dokonaniach trojga nieznanych Tolkienowi bohaterów, na własną ręką (choć na polecenie Aragorna) walczących ze sługami ciemności, która tak daleko wysunęła swe macki. Muszą to być jacyś lepsi madafakowie, skoro wystarczyła jedna trzecia sił Drużyny Pierścienia. Ale z drugiej strony - ci nie muszą niańczyć czwórki hobbitów.
Wygląda mi to (póki co) na klasyczny przykład gry z doklejonym tematem. Równie dobrze mogłaby być osadzona w dowolnym świecie fantasy, bo i tak to, co trzeba robić, to klepanie gromad potworów. Autorzy nie wysilili się za bardzo, by oddać ducha Śródziemia. Nasi bohaterowie to człowiek, krasnolud i elfka. Elfka, co ciekawe, jest czarodziejką i miota magicznymi pociskami z kostura tak, że zawstydziłaby samego Sarumana. Ich pierwszym krokiem jest wypełnienie kilku idiotycznych zadań ludzi z Bree (zanieście ten naszyjnik kobiecie, w której się podkochuję, bo sam się wstydzę) oraz zaopatrzenie się w broń (jak bowiem wiadomo, Bree jest miejscowym ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego, w którym krasnoludy i elfy ochoczo zaopatrują się w oręż i pancerze). Dobrze, że oszczędzono nam czyszczenia piwnicy ze szczurów. Potem jest nieco lepiej, bo pojawiają się Wielkie Orły. Ale to i tak bez znaczenia - liczy się siekanie orków, gromadzenie ekspa i łapanie lootu. Walka nie wydaje się specjalnie wymagająca ani satysfakcjonująca, ale Demon's Souls wysoko zawiesiło poprzeczkę. Jako lekki, rozrywkowy tytuł zapewne dostarczy nieco zabawy.
Podczas gdy Frodo ze swą kompanią wyprawiał się na południe - do Mordoru - w kwestii pewnego pierścionka, na północy też nie próżnowano. Gra skupia się na dokonaniach trojga nieznanych Tolkienowi bohaterów, na własną ręką (choć na polecenie Aragorna) walczących ze sługami ciemności, która tak daleko wysunęła swe macki. Muszą to być jacyś lepsi madafakowie, skoro wystarczyła jedna trzecia sił Drużyny Pierścienia. Ale z drugiej strony - ci nie muszą niańczyć czwórki hobbitów.
Wygląda mi to (póki co) na klasyczny przykład gry z doklejonym tematem. Równie dobrze mogłaby być osadzona w dowolnym świecie fantasy, bo i tak to, co trzeba robić, to klepanie gromad potworów. Autorzy nie wysilili się za bardzo, by oddać ducha Śródziemia. Nasi bohaterowie to człowiek, krasnolud i elfka. Elfka, co ciekawe, jest czarodziejką i miota magicznymi pociskami z kostura tak, że zawstydziłaby samego Sarumana. Ich pierwszym krokiem jest wypełnienie kilku idiotycznych zadań ludzi z Bree (zanieście ten naszyjnik kobiecie, w której się podkochuję, bo sam się wstydzę) oraz zaopatrzenie się w broń (jak bowiem wiadomo, Bree jest miejscowym ośrodkiem przemysłu zbrojeniowego, w którym krasnoludy i elfy ochoczo zaopatrują się w oręż i pancerze). Dobrze, że oszczędzono nam czyszczenia piwnicy ze szczurów. Potem jest nieco lepiej, bo pojawiają się Wielkie Orły. Ale to i tak bez znaczenia - liczy się siekanie orków, gromadzenie ekspa i łapanie lootu. Walka nie wydaje się specjalnie wymagająca ani satysfakcjonująca, ale Demon's Souls wysoko zawiesiło poprzeczkę. Jako lekki, rozrywkowy tytuł zapewne dostarczy nieco zabawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

