sobota, 28 kwietnia 2012

Skyrim - morderstwa w Windhelm

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. Po wydarzeniach w pobliżu Kynesgrove, nim zabrałem się z powrotem do Riverwood, zajrzałem do niegościnnego Windhelm, aby sprzedać smocze kości i łuski - nie miałem bowiem ochoty tłuc się z gnatami w plecaku przez pół prowincji. Szukając handlarza dość majętnego, by było go stać na te trofea, w jednej z bocznych uliczek spostrzegłem nagły rwetes i poruszenie. Okazało się, że znaleziono tam ciało młodej kobiety. Z rozmowy ze strażniczką, dowiedziałem się, że to już nie pierwsze takie morderstwo. Intrygują mnie rzeczy tajemnicze, więc zaoferowałem swą pomoc. Zbadawszy ciało i miejsce oraz po rozmowie ze świadkami, podążyłem śladem krwi. Zaprowadził mnie do opuszczonego domu, należącego uprzednio do jednej z pierwszych ofiar. Tam odkryłem nie tylko pamiętniki mordercy, ale i ukryte za szafą pomieszczenie, gdzie ktoś najwyraźniej odprawiał nekromanckie rytuały na pozostałościach zamordowanych.
Pierwszy mój trop padł na Wuunfertha - nadwornego czarodzieja jarla Ulfrica, jednak zbyt wiele szczegółów nie pasowało do tego - zdawałoby się najprostszego - rozwiązania. Postanowiłem wyczekać do nocy, by zaczaić się na przestępcę, gdyby zechciał powtórzyć swój czyn - co zdawało się pewne, z uwagi na wymogi rytuału. Faktycznie - zjawił się po zmroku i przemykając uliczkami próbował zaatakować samotną dziewczynę. W porę zareagowałem i zapobiegłem tragedii. Przestępcą okazał się Calixto - mężczyzna po śmierci siostry samotnie prowadzący "magazyn osobliwości", gdzie za niewielką opłatą prezentował ciekawe, choć chyba niewiele warte, a prawdopodobnie fałszywe, artefakty z różnych stron świata. Lektura pamiętnika odnalezionego w jego domu ujawniła postępujące szaleństwo po utracie bliźniaczki. Smutna to i tragiczna historia.
Jeszcze bardziej zaskakująca była wizyta w rezydencji Aretino - jedynym jej mieszkańcem był dziesięcioletni chłopiec, którego przyłapałem na odprawianiu Czarnego Sakramentu - rytuału mającego przywołać zabójców z Mrocznego Bractwa. Zarówno owo bractwo, jak i rytuał otoczone są aurą tajemniczości, sam niewiele o nich wiem, choć miałem już okazję zetknąć się z należącymi do Bractwa zabójcami, słyszałem też plotki o rytuale i rzeczach dziejących się w tym domu. Chłopiec ucieszył się na mój widok, wziął mnie bowiem za zabójcę przybyłego w odpowiedzi na jego wezwanie - i polecił mi zamordować przełożoną sierocińca w Riften. Wysłuchałem jego historii o zmarłej matce, pobycie w bidulu i znęcającej się nad nim opiekunce, ale nie obiecałem mu niczego. Chcę jednak zbadać tę sprawę - może dowiem się czegoś więcej o Bractwie i dlaczego wchodzi mi ono w drogę.
110:55, poziom 41

piątek, 27 kwietnia 2012

DnD4 #36 - pustynny mimik

Znów pół sesji, a więc tylko walka i do tego tylko jedna. Uczyniwszy (krótką) przerwę na odpoczynek po walce poprzedniej, ruszyli się parę kroków, wciąż w otoczeniu już sypiącego się miasta i natrafili na placyk, gdzie czuwała czwórka gargulców (dwóch znanych już im Hornstone'ów oraz dwa - nowe - runiczne) pilnując sporych rozmiarów kufra. Widząc kufer (i pedeki!) gracze ruszyli do starcia nieprowokowani. Niziołkowi udało się nawet wywalczyć turę zaskoczenia (ale nikogo w niej nie zabił). Już po paru chwilach okazało się, że muszą się zmierzyć nie tylko z czwórką latających straszydeł ale i samym kufrem, a raczej mimikiem, który przyjął taką osobliwą postać. Ponieważ gargulce chroniły go przed atakami, gracze zajęli się najpierw nimi, a gdy udało się pozbawić go obstawy, wykończyli i jego. Wartym odnotowania jest fakt, że w tej walce ranger został sprowadzony poniżej stanu przytomności - co stało się, jeśli pamięć nas nie zawodzi, po raz pierwszy. Niech ma za swoje!

Nagroda za walkę: po 525 PD na głowę (bo z mnożnikiem 1.2) do tego 50 PD za sesję (pół sesji). A z pozostałości kuferka-mimika wygrzebali voucher na pancerz lub amulet poziomu 13.

czwartek, 26 kwietnia 2012

Lara Croft and the Guardian of Light

Owocna sesja coopa, kolejne rozdziały zaliczone. Został nam ostatni. No i oczywiście szereg dodatkowych wyzwań i osiągnięć, których nie zdołaliśmy zmóc w pierwszym podejściu. Parę opuszczonych znajdziek, zadania, których nie wykonaliśmy, nie dość zebranych punktów no i oczywiście czasówki (co ciekawe, jedną zaliczyliśmy - walcząc z płomienną wersją T-Rexa). Czeka nas jeszcze trochę zabawy z tym tytułem.

Skyrim - smocze wskrzeszenie

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. Udałem się do Riverwood, by stanąć wreszcie twarzą w twarz z owym enigmatycznym "przyjacielem". Postępując zgodnie z notatką odnalezioną w Ustengrav, wynająłem pokój w tamtejszej karczmie i czekałem na jego przybycie. Nie minęło wiele czasu, gdy w pokoju pojawiła się... Delphine - właścicielka karczmy - i wręczyła mi róg. Nim otrząsnąłem się ze zdumienia, kazała iść za sobą, obiecując rychłą odpowiedź na dręczące mnie pytania.
W ukrytym pokoju opowiedziała mi o przywracanych do życia smokach, o Thalmor, o polityce, o Ostrzach - tajnym lub może raczej zapomnianym bractwie smokobójców i jeszcze o paru innych rzeczach, od których drapałem się po głowie, próbując złożyć je sobie do kupy. Wreszcie wskazała na mapie miejsce w pobliżu Kynesgrove, gdzie znajdował się smoczy kurhan - widywałem już podobne w swojej podróży, nie zastanawiałem się jednak dotąd kto je usypał i w jakim celu. Jej zdaniem było to miejsce, gdzie zostanie wskrzeszony kolejny smok. Chciała, bym udał się tam wraz z nią - aby mogła na własne oczy zobaczyć, jak pokonuję smoka i wchłaniam jego duszę.
Udaliśmy się tam i trafiliśmy dokładnie w momencie, gdy Alduin - smok, który zniszczył Helgen - przemawiał nad kurhanem, z którego po chwili wynurzył się ożywiony jego słowami gad. Rozmawiali przez chwilę, po czym Alduin zwrócił się bezpośrednio do mnie, nie miał jednak dla mnie nic poza słowami pogardy. Potem znów powiedział coś w smoczej mowie do ożywionego pobratymca - zapewne polecając mu mnie zabić - i odleciał. Myślę, że to dobrze, że mnie tak zlekceważył - dzięki temu musiałem zmierzyć się z jednym smokiem, a nie dwoma naraz. Gdy go pokonałem i pochłonąłem jego duszę, Delphine nabrała chyba do mnie większego respektu i zaufania, i wyjawiła swe dalsze plany - wdarcie się do ambasady Thalmoru, który jej zdaniem wiąże się jakoś z tym całym smoczym zamieszaniem. Jak jednak to zrobić, dowiem się w Riverwood.
108:42, poziom 40

wtorek, 24 kwietnia 2012

Skyrim - róg Jurgena Windcallera

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. Miało to miejsce w Ustengrav - grobowcu położonym na zachód od Dawnstar, gdzie wybrałem się, by odnaleźć róg, którego polecili mi szukać starcy z Hrothgar. Na miejscu znalazłem trupy bandytów i nekromantów - ślad walk, jakie niedawno musiały mieć tu miejsce. Na drodze stanęli mi nieliczni nieumarli, których bez trudu pokonałem, by dotrzeć do rozległej jaskini z wodospadem, kilkoma drzewami i smoczą skałą, która nauczyła mnie słowa dającego czasową eteryczność.
Przedostając się przez wymyślne pułapki, dotarłem też w końcu do okazałej sali zdobionej na nordycką modłę, z wynurzającymi się z wody posągami i usytuowanym centralnie podwyższeniem, na którym... ku mojemu bezbrzeżnemu zdumieniu nie spoczywał poszukiwany przeze mnie róg. Jego miejsce zajmowała krótka notatka od "przyjaciela", bym szukał go w Riverwood. Ów tajemniczy "przyjaciel" nie pierwszy już raz daje mi znać o sobie. Lepiej zachować ostrożność.
Nie przegapię też okazji, by wspomnieć, iż przed opuszczeniem Akademii, zaopatrzyłem się u Phinisa Gestora (być może jestem teraz jego przełożonym, wciąż jednak nie dorównuję mu w kunszcie i wiedzy) w zaklęcie przyzwania Dremory - daedrycznego wojownika z zaświatów. Z jego pomocą żadne wyzwanie nie wydaje się straszne, ani niebezpieczeństwo groźne. Mając na zawołanie takiego sprzymierzeńca, począłem ścigać smoki by mordować je w ich gniazdach. W jednym z takich miejsc - Shearpoint w zaśnieżonych szczytach na południe od Dawnstar, poza smokiem odkryłem nieumarłego kapłana, który pokonany zostawił mi kolejną maskę do kolekcji. Coś mi mówi, że znajdę jeszcze sześć podobnych.
103:35, poziom 39

sobota, 21 kwietnia 2012

Skyrim - finał w Akademii

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. Gdy wróciłem do Winterhold, magiczna bariera Ancano sięgała już poza mury Akademii. Dołączyłem do zgromadzonych na moście magów i ruszyliśmy do ostatecznego starcia. Bariery prysły pod wpływem Laski Magnusa i wtargnęliśmy do środka. Ancano początkowo nie wydawał się zbytnio przejęty naszą obecnością, musiał jednak zareagować, gdy Laską wstrzymałem magię Oka i przystąpił do ataku. Na nic zdały mu się zaklęcia, paraliż, którym powalił mych sprzymierzeńców, przyzwanie magicznych anomalii, czy chroniąca go przed ranami moc Oka - Laską przełamałem ochronę, zaś lodowy atronach, wstrzymujący czas okrzyk i seria ognistych pocisków załatwiły resztę. Sytuacja została opanowana. Nadal jednak nie wiedzieliśmy co począć dalej.
W tym momencie zjawił się znany już mi mnich z Psijic Order. Był wyraźnie zadowolony z moich postępów i powstrzymania mocy Oka. Enigmatycznie stwierdził, że waz ze swymi współbraćmi zabiera Oko, by nie zagrażało temu światu. Nie doczekaliśmy się więcej wyjaśnień, gdyż zaraz przybyło jeszcze dwóch mnichów, po czym cała trójka znikła wraz z artefaktem. Po tym wszystkim czekała mnie jeszcze jedna niespodzianka - ponieważ Savos oraz Mirabelle nie żyli, stanowisko arcymaga stało się wolne. Torfir stwierdził, że ja najbardziej zasługuję na to, by je piastować i to mnie się ono należy w uznaniu niedawnych czynów. Ponieważ nikt nie protestował, objąłem ten tytuł, wraz z nim otrzymując ceremonialne szaty i klucz do mych nowych komnat. Mam nadzieję, że nie wiąże się to ze zbyt licznymi obowiązkami, gdyż nie zamierzam zabawiać tu zbyt długo i wkrótce chcę ruszyć na poszukiwanie rogu Jurgena Windcallera.
96:58, poziom 37

Skyrim - laska Magnusa

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. Najpierw dotarłem do Labiryntu. Spodziewałem się zwykłego wejścia do podziemi, a odnalazłem całe zrujnowane miasto - zapomniane i ukryte pod śniegiem, zdumiewająco blisko Whiterun, ale z dala od głównych szlaków, wciśnięte między górskie pasma. Nie tracąc wiele czasu na jego badanie, od razu podążyłem do wrót prowadzących do Labiryntu. Odnotuję jedynie pewien dziwny fakt - wśród ruin odnalazłem ciało pewnego badacza wraz z garścią notatek oraz drewnianą maską, która emanowała niezwykłą energią. Po jej nałożeniu, mym oczom ukazało się to samo miejsce jakby z przeszłości, nie wiedziałem jednak co mam zrobić ani jak postąpić (a z notatek wynikało, że ów badacz też tego nie wiedział), dlatego czym prędzej ją zdjąłem, analizę natury tego zjawiska zostawiając sobie na potem.
Przed wejściem do Labiryntu ujrzałem jeszcze jeden niezwykły obraz - błękitną, półprzeźroczystą zjawę arcymaga Savosa Arena, do której wkrótce dołączyło pięć innych postaci. Nie mogłem nawiązać z nimi kontaktu, ale z rozmowy wynikało, że zamierzają zbadać to miejsce. Zdałem sobie sprawę, że oglądam scenę z przeszłości. Wewnątrz musiałem zmierzyć się ze szkieletowym smokiem - okazał się jednak znacznie mniej wymagającym przeciwnikiem, niż jego żywi pobratymcy. Gdy podążałem w głąb tuneli, naprzeciw mnie stawały jeszcze liczne grupy nieumarłych, widziałem również posuwającą się naprzód grupę Savosa Arena, uszczuplaną stopniowo o kolejne osoby przez wrogów i inne niebezpieczeństwa. Jakby tego było mało, co kilka kroków dawał się słyszeć straszny głos, którego dźwięk wysysał ze mnie magiczną energię - początkowo go nie rozumiałem, gdy jednak zaczął przemawiać składnie, stało się jasne, że należy do istoty która unicestwiła grupę Arena, a mnie uważa za jednego z nich, przybyłego po latach by znów go wyzwać. W korytarzach trafiłem też na smoczą skałę i słowo pozwalające na krotko wstrzymać czas - niezwykle przydatna umiejętność.
W końcu dotarłem do rozleglej sali z pomostami, gdzie dwie widmowe zjawy utrzymywały w kuli energii czarownika Morokei, a wraz z nim laskę Magnusa. Gdy zbliżyłem się, by dowiedzieć się więcej, przerwałem ich rytuał, a ci rzucili się na mnie. Nie byli wymagającymi przeciwnikami, ale chwilę potem z magicznego więzienia wyrwał się czarownik. Gdy go powaliłem, odebrałem mu laskę oraz maskę, bardzo podobną do tej, którą odkryłem na zewnątrz. Nim skierowałem się ku wyjściu, ujrzałem jeszcze ostatni obraz - zjawę umykającego Savosa, przepraszającego swych towarzyszy, że jest zmuszony zostawić ich z Morokeiem. Nie był to jednak koniec kłopotów - przed opuszczeniem Labiryntu zaatakował mnie, nasłany zapewne przez Ancano, agent Thalmoru. Po walce ze szkieletowym smokiem i starożytnym czarnoksiężnikiem, nie wydawał się godnym przeciwnikiem. Czas wracać do Akademii - mam nadzieję, że wytrzymają do mojego przybycia.
94:23, poziom 36