piątek, 6 lipca 2012

Halo - przebłysk winy i biblioteka

Dwa kolejne levele - 343 Guilty Spark (czyli przez bagna do struktur Prekursorów na ratunek Keyesowi, a potem ucieczka przed Powodzią i spotkanie Monitora 343) oraz The Library (czyli przedzieranie się przez wypełnione pleniącą się bez umiaru Powodzią korytarze Biblioteki, aby zdobyć Indeks). Gramy na hardcore, aby spokojnie porobić wyzwania, pozbierać znajdźki, ale Biblioteka doprasza się kolejnych odwiedzin, bo zostały nam tam dwa osiągnięcia do zrobienia.

czwartek, 5 lipca 2012

Skyrim - na tropie wroga złodziei

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. Będąc w Riften odwiedziłem świątynię Mary, bogini miłości. Uproszony przez kapłankę, zgodziłem się wykonać dla niej kilka zadań w różnych częściach Skyrim. Uznałem to za zabawne doświadczenie i być może okazję do poznania paru nowych miejsc. Pomogłem zatem parze młodych kochanków z Ivarstead sprzeciwić się woli rodziców, potem podstarzałemu zalotnikowi z Markarth oczarować swą wybrankę, wreszcie udałem się na południe Rorikstead, by dopomóc parze odnaleźć się po śmierci. Spotkałem tam ducha kobiety poszukującej ciała męża po bitwie. Bitwa miała miejsce setki lat temu i nie zostały po niej nawet ślady kości, ale biedaczka nie zdawała sobie z tego sprawy. Wiedziony przeczuciem, skierowałem się na wschód, gdzie ujrzałem na brzegu rzeki ducha wojownika szykującego się do bitwy - nie zdawał sobie sprawy, że toczyła się ona wieki temu i że w niej poległ. Powiedziałem mu o żonie i poleciłem, aby szedł za mną. Po krótkim spacerze oba duchy padły sobie w objęcia, by ponownie wyznać przywiązanie sięgające dalej niż śmierć. W trakcie rozmowy zaczęły wznosić się ku niebu, aż straciłem je z oczu. Pomedytowałem chwilę w tym miejscu i ruszyłem do Solitude.
W Solitude miałem do przeprowadzenia rozmowę, która mogła przyjąć nieprzyjemny obrót. Mercer, przywódca Gildii, zlecił mi odnaleźć Argonianina o imieniu Golum-Ei i wycisnąć z niego wszystko co wie o transakcjach związanych z Goldenglow i Honningbrew. Łączył je nic nam nie mówiący symbol, a jedyny ślad, jaki mieliśmy to imię, którego uprzednio używał Golum-Ei. Niestety, cwany jaszczur niewiele zechciał mi powiedzieć. Twierdził, że działał na polecenie pewnej nieznanej mu kobiety i nic więcej nie wie. Podejrzewałem, że nie mówi mi wszystkiego, dlatego gdy się oddalił, podążyłem za nim. Jakiś czas kręcił się po porcie i magazynach, po czym znikł w ukrytym za stertami skrzyń tajnym przejściu. Była tam jaskinia, służąca najwyraźniej za przemytniczy składzik, gdzie krył się z bandą zabijaków. Przy pomocy strzał wytłumaczyłem mu, że nie zamierzam go zabić, chociaż jestem w stanie. Wówczas zmiękł i postarał się przypomnieć sobie więcej szczegółów. Takich jak na przykład imię owej kobiety (Karliah) i słowa będące wskazówką jej obecnego miejsca pobytu (tam, gdzie zaczął się koniec). Z tymi informacjami wróciłem do Mercera.
231:00, poziom 67

środa, 4 lipca 2012

Halo - mapy i ofensywa

Postanowiliśmy pociągnąć dalej kampanię na poziomie "hardcore" - zbierzemy tam znajdźki, które są do zebrania, wykonamy wymagane do osiągnięć zadania, a potem (o ile starczy nam zapału i ochoty) spróbujemy na poważnie (i z zapasem czasu) zabrać się na legendę.

Na razie skończyliśmy dwa kolejne rozdziały: Silent Cartographer (gdzie lądujemy na uroczej wysepce na powierzchni Halo, a następnie wdzieramy się do wnętrz opanowanych przez siły Przymierza struktur w poszukiwaniu terminalu, który da nam dostęp do planów pozwalających na lokalizację sterowni całego obiektu) oraz Assault on the Control Room (dysponując mapą, przeprowadzamy zbrojną ofensywę na pomieszczenia centralnego sterowania, rzecz dzieje się wśród zaśnieżonych pól, a my dostajemy do dyspozycji czołg - jest słodko). Niektóre fragmenty wymagały paru podejść (gdyż każdemu osobno zliczało osiągnięcia), ale poszło szybko i bez problemów. Po zmaganiu się z legendary, tryb hardcore wydaje się raczej soft.

wtorek, 3 lipca 2012

WFRP3 #4 - krwawy finał

Ostatnie godziny dnia upłynęły nam na odpytkach i badaniach. Próbowaliśmy się dowiedzieć czegoś więcej o ogródku lekarza, o ataku zwierzoludzi, może znaleźć jakiś ślad na obrazie. Wszystko na nic. Coś przyniosła natomiast akcja z Zuzą - namówiliśmy ją (trzy srebrniki odegrały ważną rolę w tym przekonywaniu) aby wyciągnęła Bibliotekarza na powietrze i dała nam czas na spenetrowanie ukrytego przejścia. Droga wiodła do bez wątpienia bluźnierczej świątynki. Łączyła się też z dwiema innymi drogami  -jedna prowadziła przez kuchnię, zaś druga - sypialnię Lorda. Uznaliśmy to za na tyle doniosłe odkrycie, by powiadomić naszego pracodawcę. Przestrzegliśmy go też przed ruszaniem dziczyzny na kolacji i poprosiliśmy o zbrojne wsparcie w naszej akcji - przekonani byliśmy bowiem, że tej nocy wydarzy się coś ważnego.

No i się wydarzyło. Mrok nadszedł, domownicy zapadli w sen, my wyszliśmy się rozejrzeć i ujrzeliśmy otwarte wejście w bibliotece. Weszliśmy do środka i zastaliśmy tam Stewarda w trakcie jakiegoś złowrogiego rytuału. Naprzeciw nam stanęło czworo jego sług, ale pokonaliśmy ich, a potem i jego samego. Był tu też obraz, księgi i związany stangret na ołtarzu ofiarnym. Nie bardzo wiedząc co z tym począć, elf cisnął kagankiem w obraz, a ja uwolniłem stangreta. Potem wyszliśmy na zewnątrz i zastaliśmy domostwo w trakcie oblężenia. Gromada zwierzoludzi atakowała zewsząd. Wspomogliśmy w odparciu ataku, ale straty po naszej stronie były srogie.

Nie udało się znaleźć lekarza, ani bibliotekarza. Znikł też obraz (czyżby spłonął?) oraz część ksiąg. Krasnoludowi ktoś poderżnął gardło. Ale mamy młot. To chyba oznacza początek nowej przygody. Nie mogę jednak powiedzieć, by ta zakończyła się sukcesem. Jedno, co dobre - wciąż żyjemy.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Skyrim - zniknięcie Dwemerów

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. W pobliżu Ironbind Barrow, ruin usytuowanych pomiędzy Winterhold a Whiterun, zastałem dość intrygującą, zajętą kłótnią parę - Salmę z Redguardów oraz Argonianina Beem-Ję, będącego najwyraźniej jej opiekunem. Młoda wojowniczka nalegała na spenetrowanie ruin w poszukiwaniu skarbów, ale stary mag wolał zachować ostrożność. Skoro jednak się pojawiłem i zachęciłem ją, zaraz ruszyła do wrót, zaś ja, wraz z Beem-Ją podążyliśmy za nią. Muszę przyznać, że radziła sobie całkiem nieźle z zamieszkującymi ruiny pająkami i nieumałymi, tylko parę razy musiałem wspomóc ją strzałami. Aż miło było patrzeć, jak z błyskiem w oku przedziera się przez kolejne komnaty. Beem-Ja, mimo początkowej rezerwy też rozglądał się bacznie, najwyraźniej czegoś poszukując. Nie zdążyłem się jednak nad tym zastanowić, gdyż dotarliśmy do serca podziemi, gdzie musieliśmy zmierzyć się z nieumarłym Gathrikiem. Gdy tylko padł, Beem-Ja zaśmiał się złowieszczo i rzucił na mnie - z jego słów wywnioskowałem, że to Garthik był jego celem, a mnie zwabił, bym pomógł mu go pokonać, natomiast teraz mam stać się ofiarą, która pozwoli mu wchłonąć moc nieumarłego władcy. Ładna historia, nie ma co. Gdy było już po wszystkim, a martwe ciało Argonianina leżało rozciągnięte na posadzce grobowca, mogłem rozmówić się z Salmą. Beem-Ja okłamywał również ją, miał się nią opiekować na polecenie jej ojca, a chciał ją wykorzystać do swych niecnych planów. Nie była nawet zainteresowana skarbami, jej ojciec był bowiem majętny, a przybyła tu jedynie dla przygody. Dobrze, że zakończyła się ona szczęśliwie. Oczywiście nie dla Beem-Jy.
Potem wybrałem się jeszcze do Akademii, aby pomóc Arnielowi w jego badaniach. Od jakiegoś czasu wyświadczałem mu drobne przysługi, a to dostarczając komponentów, a to pomagając przygotować materiały, byłem ciekaw do czego uda mu się dojść. Tym razem zanosiło się wreszcie na finał - Arniel czekał z przygotowanym kryształem (który nosiłem wcześniej po całej krainie w poszukiwaniu krasnoludzkich konwektorów), ze sztyletem w dłoni (tym samym, którego musiałem odzyskać, gdy kuriera mającego go dostarczyć napadli bandyci). Tematem jego badań była zagadka zniknięcia Dwemerów, aby ją rozwikłać, przejrzał wiele starych ksiąg i postanowił odtworzyć warunki z owego niezwykłego zniknięcia. Teraz pozostało jedynie zadziałać z odpowiednią siłą sztyletem na kryształ. Uderzył więc raz. Nic się nie stało. Potem drugi. Trzeci. W tym momencie rozbłysło oślepiające światło, a Arniel... znikł. Spróbowałem przyzwać go zaklęciem, pojawił się jako przejrzysta zjawa, ale nic nie powiedział. Ciekawe, czy dowiedział się, co stało się z Dwemerami.
228:30, poziom 67

Halo - prawda i pojednanie

Trzeci rozdział Halo, to wizyta na "Truth and Reconciliation" - okręcie Przymierza, gdzie przetrzymywany jest kapitan Keyes. Pierwsza część toczy się jeszcze na powierzchni Halo, gdzie pod osłoną nocy przedzieramy się do windy grawitacyjnej, która ma nas wynieść na wrogi okręt. Potem akcja na statku - odparcie kilku fal próbujących nas zatrzymać Covenantów, następnie droga do cel więziennych, wraz z uratowanymi powrót do hangaru i ucieczka ukradzionym desantowcem.

Najpierw zrobiliśmy to na "hardzie" celem rozgrzewki i różnica trudności między tym, a legendary jest ogromna. A legendary znów nie skończyliśmy, może gdybyśmy nie zaczęli od "harda", starczyłoby czasu, a tak trzeba było przerwać. Wciąż popełniamy sporo błędów. Najważniejszy to chyba nieodpowiedni dobór broni - na długo utkwiliśmy w miejscu, w którym aż się prosiło o snajperkę. Niestety, żaden z nas jej nie zachował. Na poziomie "hard" każda broń jest dobra i jak nie z jedną, to z drugą zawsze można dać sobie radę. Na legendary albo nie jest tak łatwo, albo nie mamy takiego skilla.

niedziela, 1 lipca 2012

Skyrim - miodowy interes

Drogi pamiętniczku, spotkała mnie dziś rzecz dość niezwykła. To było kolejne zlecenie Gildii - tym razem jednak coś poważniejszego niż drobne włamania czy fałszowanie ksiąg rachunkowych. Należało dostać się na teren posesji Goldenglow i wyjaśnić właścicielowi, że zrywanie kontraktu z Maven Black-Briar to bardzo niemądra polityka. Puścić z dymem parę uli, oczyścić sejf - to powinno dać mu do myślenia. Mnie do myślenia dał dokument, który odnalazłem w sejfie - akt sprzedaży posesji. Niestety, bez nazwiska nabywcy - jedynie intrygujący symbol ze sztyletem. Nie mówił on nic również przywódcy Gildii, Brynjolfowi.
Kolejne zadanie to wciąż miody i Maven Black-Briar - pewien konkurent (Sabjorn z Honningbrew Meadery) bardzo psuł jej interesy i dopraszał się tym kłopotów. Mogłem mu je zapewnić, dzięki pomocy Mallusa, jego niezbyt lojalnego pracownika. On był sprawcą szczurzego problemu, jaki nękał biednego Sabjorna, ja stałem się sprawcą problemu znacznie poważniejszego - zaproponowałem mu wytrucie szczurów, a przy okazji zatrułem kadzie z miodem. Co prawda nikogo to nie zabiło, ale komendantowi Caiusowi na tyle nie przypadł do gustu nowy smak doprawionego trunku, że z miejsca wtrącił gospodarza do więzienia za rażące zaniedbania sanitarne. I na tym z pewnością to się nie skończy. Ja przeszukałem jeszcze sypialnię Sabjorna w poszukiwaniu informacji na temat jego wspólników - i znów odnalazłem dokument z tajemniczą pieczęcią. Coś czuję, że ta sprawa sięga głębiej niż przypuszczam. Będę badał ją dalej.
225:06, poziom 66